poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Pociski są pięknem rozpalonego nieba.

Szybkie spojrzenie w lustro. Idealnie. Krótka czerwona sukienka opinająca opalone, szczupłe ciało. Długie czarne włosy do pasa i krwistoczerwone usta. Uśmiech. Lubię siebie, myśli. Inni też ją lubią, każdy lubi patrzeć na zadbane, piękne kobiety. Wychodzi. Stukot obcasów słychać na całej klatce. Otwiera się winda. Na oko trzydziestoletni mężczyzna rzuca jej badawcze spojrzenie. Uśmiecha się, nie wysiada. Ona pewnym krokiem wchodzi do środka, naciska "0". Kierunek parter. Mężczyzna jeszcze chwilę się waha, po czym zaczyna rozmowę. W końcu ośmiela się zapytać o numer, przecież nie na darmo zjechał znowu na dół. Ona obdarza go pobłażliwym uśmiechem, po czym odchodzi. Zostaje po niej tylko stukot dwunastu centymetrowych obcasów. Idzie dalej pewnym krokiem, słyszy gwizdanie za plecami. Ktoś na nią trąbi, ktoś się zatrzymuje, może podwieźć? Pójdę sama. Wsiada w ten sam autobus co zawsze, przyciąga wiele spojrzeń. Ostatni przystanek, wysiada. Idzie jeszcze trochę zaludnioną ulicą, po czym dochodzi do miejsca, gdzie nie ma o tej porze nikogo. Ściąga buty, idzie dalej boso. Siada na krawężniku, sukienka jej się brudzi, chyba się rozdarła. I chuj. Jeszcze ratuje się papierosem, czuje wibrację telefonu. Spogląda na wyświetlacz - moje Kochanie. Kryje twarz w dłoniach. Pozwól, że opowiem Ci o kobiecie, która żyje, chociaż nie jest pewna, czy potrafi oddychać.

piękno.

piękno było delikatne, nieśmiałe, spoglądające ukradkiem spod przymkniętych powiek. ukryte było w słowach poważnych wyszeptanych, gdy nikt nie słuchał, schowane za szczelnie ukrytym napiętym ciałem. kusiło nieskazitelnością, niewinne było, nienaruszone, nie do zdobycia. piękno było w gestach niepewnych i ruchach zbyt powolnych. czym się ono stało? wyuzdaną imitacją pełną agresji. gra świateł, gra słów, zbyt gwałtowny ruch, spojrzenie rozbierające najgrubiej ubraną osobę. ciało wystawione na uciechę widzów zbyt głodnych czułości i pewność siebie przeplatana z arogancją. piękno ogólnodostępne, na pokaz, na raz. śmiałość zbyt mocnych rąk i za szybkich ust. upadła ona, która piękna była. stała się zbyt wyzywająca. skończyła się po drodze i wrócić na miejsce nie potrafi.

niedziela, 12 sierpnia 2012

wejdź tu.

wejdź tu z całych sił, wejdź bo skonam. ciche wzgórza, uchylone okna, płatek róży gdzieś pośrodku. wejdź tu, nim wody wyschną, póki wilgoć zdobi płatki róż. wejdź, gdy nabrzmiałe liście wołają o spojrzenie, o dotyk mały. cieniutka ścieżka doprowadzi cię do końca. tylko wejdź nie każ prosić. wzniesienia i doliny, każdy centymetr kusi zapachem. nie oglądaj się za siebie, nie dbaj o miejsce, ani o czas. wejdź i wchodź nieustannie tutaj, z każdym razem więcej sił wkładaj. albo zostań na zawsze i zatop się we mnie.

sobota, 11 sierpnia 2012

tęsknota.

oczy Twoje wielkiej miłości pełne patrzące na mnie, z naganą, ze zrozumieniem, z uczuciem... nigdy z wyrzutem. dłonie Twoje ciepłe jak promienie słońca gdzieś koło mnie, zawsze delikatne, czasem namiętne. i usta Twoje różowe jak maliny, nabrzmiałe czasem, wygięte w podkówkę czasami, składające pocałunki na mej twarzy, nigdy nie krzyczące. Twój chód, charakterystycznie subtelne gesty, jak trzepot motylich skrzydeł i słowa delikatne, miodem płynące po mej duszy. ciepło Twojego ciała obok mojego, Twój oddech na mej szyi, szept w świetle księżyca i radosny śmiech. brak mi Ciebie strasznie, Kochana.